Po chwili zapadł w sen, ale nie było on spokojny ani przyjemny. Na
początku tak jak każdy sen miły ale s sekundy na sekundę się zmieniał.
Śniło mu się, że leży na polanie obok Metztli, ale po chwili dookoła
zapadła ciemność.
Ciemność, która była wszechobecna. Tak jakby ktoś zabrał chociażby
najmniejsze światło. Po chwili ujrzał błyskawicę przecinającą niebo, ale
nie zwykłe niebo. Tylko niebo szkarłatne, przypominające odcieniem
krew. Przez błyskawicę powstał pożar, a wtedy dostrzegł ją. Nie
wyglądała tak jaz zawsze. Była inna, a jej oczy lśniły czerwoną barwą.
Jakby ze złości. Rzuciła się w jego kierunku...
Dark Moon zerwał się ze snu. Obudziło go dziwne drapanie. Postanowił
wyjść z jaskini i sprawdzić co to jest. Ujrzał Metztli drapiącą o ścianę
jaskini. Nie przypominała siebie. Wyglądała zupełnie jak w jego śnie.
Tylko jej oczy, które teraz na niego spojrzały były takie same jak
zawsze.
O nic nie pytał. Podszedł do niej i bez wahania objął ją łapą. Waderę
to zdziwiło. Zawsze gdy ktoś widział ją w takim stanie uciekał, ale DM
zachował się inaczej. Była mu za to wdzięczna, ale nadal była pod
wpływem księżyca, więc nie mogła nic powiedzieć. Dark Moon chyba to
wyczuł.
-Może zaprowadzę ciebie do twojej jaskini?-zaproponował na co w odpowiedzi otrzymał skinienie głowy.
Całą drogę szli w ciszy.
<Dark dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz