Wędrowałem po lesie już od kilku ładnych tygodni. Szedłem przed siebie
powoli, ostrożnie, prawie nie dostrzegając świata przed moimi oczami.
„Pamiętaj synu, cokolwiek zrobisz, zawszę będę z ciebie dumny” Słowa
ducha mego ojca nieustannie dźwięczały w moim umyśle. Dlaczego życie
jest takie okrutne? Kilka tygodni temu watahę mojego ojca zaatakowały
Czerwone Kły-wyjątkowo bezlitosna wataha. Mojemu rodzinnemu stadu udało
się odeprzeć atak, lecz samiec alfa-mój ojciec, został poważnie ranny i
po 12 wyjątkowo długich i ciężkich godzinach odszedł z tego świata.
-Czemu akurat on-powiedziałem do siebie ze smutkiem, lecz zaraz moje
serce napełnił gniew na wspomnienie moich braci. Moja najbliższa
rodzina, krew z krwi, wypędziła mnie z mojego stada. Mojego, bo jako
najstarszy syn samca alfy miałem go zastąpić na tym stanowisku. Moim
braciom się to nie spodobało. Zbuntowali się przeciw mnie i choć bardzo
dobrze potrafię walczyć, nie miałem szans odeprzeć trzech ataków
jednocześnie. Wypędzili mnie z watahy.
Wściekły uderzyłem z całej siły łapą w ziemię i warknąłem. Nagle
usłyszałem jakiś szelest. Po chwili zza krzaków wyłoniła się piękna,
czarno-czerwona wilczyca.
-Witaj-przywitała się
-Eeee…cześć-powiedziałem. Po kilkutygodniowej wędrówce, w czasie której
nic nie mówiłem, mój głos był lekko zachrypnięty.- Jestem Ruth.
-A ja Fivera. Jestem alfą w watasze, na której terenach właśnie się znajdujesz.
-Wataha? A czy mógłbym dołączyć?
<Fivera?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz