Spacerowałam po terenach,rozkoszując się towarzystwem natury.Dzień mijał
spokojnie,ale szybko.Nagle poczułam za sobą znajomy zapach.Ale nie
wilka.Odwróciłam się i zobaczyłam małego lisa.Tego samego lisa,który
wgapiał się we mnie i Fiv maślanymi oczami.Zaśmiałam się cicho.Ja to mam
szczęście.Poszłam spokojnie kilka kroków dalej,ale zauważyłam,że lis
podąża za mną.Pomyślałam,że to tylko zabawa i szybko mu się znudzi.Nagle
jego ostre ząbki zaczęły wgryzać mi się w kostkę.Wyszczerzyłam na niego
kły i głośno warknęłam.Jego to wcale nie zraziło,wręcz przeciwnie,bo z
zajadłością skoczył na mnie i zaczął wgryzać mi się w nos.Zdenerwowałam
się nie na żarty.Jednym,szybkim ruchem zrzuciłam malucha,który spadł na
korzeń i wspomagana przez nadchodzącą pełnię zaczęłam się
zmieniać.Najpierw pokojowe wzory na futrze zaczęły zmieniać się na
symbole wojny i złowieszczo świecić.Potem moje oczy straciły naturalną
rogówkę,zamieniając ją na błyszczącą,niebieską.Na niektórych miejscach
sierści pojawiła się gęsta,śnieżnobiała mgła wraz z srebrnym futrem.Kły
się wydłużyły.Powolnym krokiem zaczęłam zbliżać się do ofiary-poważnie
przestraszonego liska,który krył twarz w ogonie,chyłkiem patrząc na moją
wilkołaczą osobę.Chciałam mu się bezlitośnie wybić w kark i rozerwać na
strzępy.Nagle usłyszałam za sobą znajome odgłosy wilczych łap.To na sto
procent był jakiś wilk z naszej watahy.Nie chciałam,by jakikolwiek wilk
widział mnie w takim stanie.Ochłonęłam się i odwróciłam.To był...
<Kto dokończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz